PADÓŁ AKA TEATR

czyli o tym, skąd się wziął motyw teatru świata

Podobno najpierw był Szekspir. Teorie na jego temat są różne: od tej, że był, ale już go nie ma (ta jest spójna i najlogiczniejsza) po tę, że go nie było, a jest (która wymaga pewnego rozwinięcia, ale nie czas i miejsce na to). Jeśli dla uproszczenia przyjmiemy za pewnik tę pierwszą, to – paradoksalnie – sprawy zaczynają się komplikować. A z logiką w ogóle jest problem, bo nie da się znaleźć logicznego rozwiązania bez poznania prawdy.

Uznaje się zatem za prawdę to, że od Szekspira wywodzi się formuła świata widzianego jako teatr. A przecież to bzdura! Twórca Hamleta zapisał się jednak w historii teatru i literatury światowej o wiele silniej niż – dajmy na to – Jan z Czarnolasu. Był też bardziej egalitarny i – już choćby w tym sensie – jest zwycięzcą. A zwycięzca bierze wszystko. Z tym że Kochanowski żył wcześniej.

“Sam Bóg wie przyszłe rzeczy, a śmieje się z nieba,
Kiedy się człowiek troszcze więcej, niźli trzeba.”

Grupy teatralne, grające sztuki Łabędzia z Avonu, już w jego czasach były znane poza Anglią. Istnieją dowody na to, że odwiedzały Gdańsk. A jeśli Szekspir i Kochanowski spotkali się przy Neptunie, by świtem na Wyspie Sobieszewskiej przy miodzie pitnym i śledziach prowadzić rozmowy o marności życia? 

Nie mamy jednak pewności, że do takiego spotkania doszło. Co zatem jest prawdą? Nie to, że Szekspir był tak światły, by wymyślić motyw teatrum mundi. Nie urąga jego geniuszowi odebranie mu tej zasługi. Bowiem korzeni teatru świata szukać trzeba w rozmyślaniach kogoś w pewnym sensie  bardziej prymitywnego. Trzeba wrócić do jaskini.

Tak, patent należy do Platona! A teatr świata to nic innego, jak cienie na ścianie platońskiej jaskini. Osobiście mój – Dominika Frosztęgi –  stosunek do Ateńczyka wyraża napis na murze w bramie przy Piotrkowskiej 26. Trzeba iść tam za dnia i wejść na dziedziniec; na wysokości punktu ksero odwrócić się w kierunku bramy i szukać po prawej stronie. 

Historia jaskini mogła posłużyć za asumpt do skonstruowania camera obscura i mieć zdecydowanie bardziej widowiskowi wpływ na świat. To moja własna teoria i przy niej się upieram. 

Gdyby szukać bliżej niż w jaskini, teatr świata to nic innego jak TrumanShow. Tu każdy z nas jest Trumanem Burbankiem – gwiazdą opery mydlanej, nieprzerwanie podglądaną przez miliony telewidzów. Zaludniający jego świat przyjaciele, rodzina i zupełnie przypadkowe osoby to w rzeczywistości aktorzy i statyści, realizujący scenariusz serialu, a tym samym wyrażający (w istocie całkowicie fałszywą) swoją postawę wobec głównego bohatera. To właśnie dwuznaczny wymiar teatru świata: z jednej strony jesteśmy trybikami w maszynerii zarządzanej przez kogoś wyżej (reżyser, Bóg – nazywaj  go jak chcesz), czyli aktorami zaprzęgniętymi do kreowania czyjejś bańki. Z drugiej – wszyscy udają!  

I jak tu komuś zaufać na tym padole łez, skoro relacje między ludźmi opierają się wyłącznie na indywidualnych korzyściach? I chyba nigdy wcześniej nie mieliśmy lepszych narzędzi do kreowania wizji na temat nas samych. Ot – Instagram! Może dać poklask tym, którzy potrafią mówić i pisać, a także tym, którzy nie mają do zaoferowania absolutnie nic, ale mogą pokazać siebie jako pięknych, inteligentnych i nadprzyrodzonych. Wielu wciąż daje się na to nabrać. Ale nabieramy się przecież także na inne rzeczy.

KONTEKSTY:
JAKAŚ SZOPKA, ISTNY CYRK!
CALDERON de la BARCA
MASA, MARZENIA, MASZYNA