Polskie orędzie na Międzynarodowy Dzień Teatru 2024 | Jakub Skrzywanek - Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
lipiec 2024
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31

Polskie orędzie na Międzynarodowy Dzień Teatru 2024 | Jakub Skrzywanek

Szanowni Państwo, drogie Osoby, Widzowie i Widzki, Wszyscy i Wszystkie, które współtworzycie lub po prostu kochacie to, co nazywamy „teatrem”. To do Was mam dzisiaj zaszczyt się zwrócić i to Wam chcę powiedzieć przede wszystkim jedną bardzo ważną rzecz: ZACZNIJMY MARZYĆ!

– orędzie na 62. MDT przygotował reżyser Jakub Skrzywanek.

ZACZNIJMY MARZYĆ!

Zróbmy to, nawet w tej chwili. Zatrzymajmy wszystko na dziesięć, trzydzieści, a może i na sto sekund, na kwadrans lub godzinę.

Nie odmawiajmy sobie czasu na marzenia. Zaufajmy, że podobnie jak kiedyś, to one mają moc naprawiania świata, one zmieniają bieg historii i one mogą sprawić, że przyszłość, która nadejdzie, może jeszcze być tą najlepszą i najwspanialszą.

Zróbmy to teraz.

Mam nadzieję, że przez kolejne minuty, godziny i dni będziecie wspólnie, wśród osób, z którymi tworzycie teatr, mówili sobie nawzajem o swoich marzeniach. Zanim jednak do tego przejdziecie, pozwólcie, że ja podzielę się z Wami moimi marzeniami.

Marzę o tym, żeby przestać się bać!

Marzę o tym, żeby nie bać się wojny, która jest tak blisko i którą tak wielu przepowiada.

Marzę o tym, żeby ta wojna się skończyła.

Żeby znów była niewyobrażalna, niemożliwa i nieakceptowalna.

Żeby każde jej ponowne przepowiadanie budziło gniew i silny sprzeciw nas wszystkich.

Marzę, żeby polski teatr był silny, wspierający i niezbędny.

Żeby był nawet tam, gdzie nie ma nadziei na nic i żeby dawał ją tak długo, by w przyszłości nie było już miejsc, w których zabraknie nadziei.

Marzę, żeby teatr już nigdy nie musiał być schronem.

Żeby nie stawał się cmentarzem dla tych, którzy uciekają przed wojną.

Żeby już nigdy nie był jedynym miejscem dla tych osób, które tylko tam znajdują przestrzeń do wolnej wypowiedzi i reprezentacji siebie, swoich poglądów i swojego istnienia.

Marzę, żeby teatr zawsze sprzeciwiał się i stawiał opór, kiedy ktokolwiek jest opluwany i wykluczany przez tych, którzy posiadają władzę i cynicznie ją wykorzystują.

Marzę, żeby teatr przestał być świątynią, kościołem czy miejscem, do którego mogą należeć tylko wybrani.

Żeby był powszechny i nie wykluczał!

Nikogo!

Nigdy!

Żeby celebrował różnorodność. Nie stygmatyzował rasy, pochodzenia, orientacji. Nie wykluczał w jakikolwiek inny sposób za nie bycie w normie i niepodleganie regułom narzuconym z pozycji siły.

Marzę, żeby teatr był wspólnym dobrem.

Żeby wszystkie osoby, które go tworzą i w nim uczestniczą, czuły się równe i potrzebne.

Żeby każda osoba, która w nim pracuje czuła się doceniona, szanowana i ważna, a za swoją pracę była godnie wynagradzana.

Marzę, żeby osoby pracujące w teatrze nie żyły na skraju ubóstwa.

Żeby niczyja praca nie była wartościowana z racji wieku, płci, pochodzenia, klasy.

Żeby nikt nie musiał podporządkowywać się normom i kanonom zbudowanym na niejasnych i niesprawiedliwych warunkach.

Marzę, żeby zawsze był bezpieczną przestrzenią toczenia nawet najbardziej zażartych sporów.

Marzę, żeby nikt, nigdy już niczym nie usprawiedliwiał przemocy w teatrze i w żadnym innym miejscu.

Marzę, żeby decydenci i urzędnicy, którzy są za teatr odpowiedzialni, tę odpowiedzialność na siebie przyjęli i się z niej wywiązywali.

Żeby nie widzieli w teatrze problemu, ale zobaczyli w nim to, co zobaczył niemal dwieście sześćdziesiąt lat temu ojciec polskiego teatru, król Stanisław August Poniatowski, czyli fundament reform społecznych Rzeczpospolitej i szansę na udział Polski w kształtowaniu się nowej Europy.

Dziś staram się zobaczyć teatr jako całość, bez rozróżniania na ten publiczny i ten pozainstytucjonalny. Ten rodzący się w salach prób, domach kultury i w szkolnych klasach. Ten tworzony w zaciszach własnych pokoi, kiedy jeszcze jako dzieci uruchamialiśmy magię własnej wyobraźni i zaczynaliśmy marzyć, a przez to naprawdę tworzyć.

Marzę, żebyśmy bezustannie marzyli!

Żebyśmy dzięki marzeniom wiedzieli, dokąd zmierzamy i o co walczymy.

Marzę, żebyśmy nie musieli więcej walczyć.

Marzę, żeby teraz zwrócić się do wszystkich widzów i widzek, osób, dla których teatr jest ważny i powiedzieć Wam – DZIĘKUJĘ! Jesteście fundamentem naszego istnienia. Niezbędnym spoiwem, które sprawia, że czujemy się pełni i kompletni – że jesteśmy.

Marzę, żebyście z nami trwali, nie bali się nas i tego, co tworzymy; nie ukrywali swoich emocji, nawet jeśli są dla nas i dla Was trudne czy bolesne.

Marzę, że mimo wszystko, zawsze będziecie do nas wracać i zawsze będziecie za nami tęsknić, tak jak i my zawsze tęsknimy za Wami.

Marzę, żeby ta nasza miłość do teatru była prawdziwa i namiętna.

Żeby nie musiała być taka trudna i żeby nigdy nie była wyniszczająca.

Marzę, żeby NIKT, NIGDY nie musiał za teatr ginąć ani i oddawać niczego, czego nie chciałby oddać.

Na koniec marzę, żebyście wszyscy dziś świętowali ten ważny dla nas dzień.

ŚWIĘTUJCIE!

Proszę!

Oddajcie sobie i bliskim choć trochę czasu, który zazwyczaj oddajecie teatrowi.

Spełnijcie choć jedno z Waszych marzeń.