o teatrze

Mirosława Olbińska

sylwetka kwietnia 2012

Mirosława Olbińska, fot. Janusz Szymański 

 

Jestem dosyć skromną, zamkniętą, posłuszną i karną osobą, w związku z tym robię to, co mi każą. Czasami się tylko buntuję.

 

 

Agnieszka Cytacka: Skończyła Pani studia na Wydziale Lalkarskim. Czy doświadczenia z teatru lalkowego pomagają Pani w pracy w teatrze dramatycznym?

 

Mirosława Olbińska: Pewnie, że pomagają, bo to jest umiejętność pracy z przedmiotem. To znaczy mam nadzieję, że nauczyli mnie tam czegoś. Innego myślenia i patrzenia na przestrzeń. Zajęcia stricte lalkarskie, które były na tym wydziale, powodują, że aktor inaczej ocenia przestrzeń. Oprócz tego zrobiłam też egzamin eksternistyczny aktorski.

 

Nie chciała Pani pracować w teatrze lalkowym?

 

Nie, ponieważ to bardzo ciężka fizyczna praca. Znam swoich kolegów lalkarzy, którzy tak, jak ja pracują po trzydzieści parę lat w tym zawodzie i bardzo narzekają na fizyczne choroby: a to kręgosłup wysiada, a to ręka boli, rehabilitacje itd. To jest nie do zniesienia.

 

Mimo wszystko praca w teatrze dramatycznym też jest ciężka. Jest Pani tytanem pracy. W maju w samym tylko Teatrze Nowym występuje Pani aż w pięciu przedstawieniach. Chyba oprócz Sławomira Suleja nie ma drugiego aktora tak bardzo obciążonego.

 

Jest taki okres w życiu, że się pracuje dużo i są takie, kiedy się pracuje mniej. I wyciągnę teraz z tego banalny wniosek, że aktor jest zadowolony wtedy, kiedy ma wolne. Ale jak ma za dużo wolnego, to jest bardzo nieszczęśliwy, że nie gra. Czyli i jedna, i druga sytuacja jest zła. Jak gra jest źle, jak nie gra, też jest źle. Ale bywało gorzej, powiem szczerze. Miałam w życiu taką historię, ale to było raz, że robiłam trzy premiery na raz.

 

Czy da się wszystko zapamiętać i skoordynować jednocześnie?

 

Oczywiście, że tak, tylko to jest ciężka praca. Ale wtedy byłam piękna, silna i młoda.

 

Nadal jest Pani piękna. Widzowie I IFIGENII w reż. Tomasza Bazana mogą zobaczyć Pani dojrzałą urodę z naprawdę bliska. W tym spektaklu każdy gest, każde poruszenie rejestrowane jest z niewielkiej odległości i z dużym zbliżeniem.

 

Każda piękną zmarszczkę. Ale ja nie mam z tym żadnych problemów.

 

Jak się gra w takim spektaklu ze świadomością, że kamera cały czas robi zbliżenia na Pani twarz?

 

To jest tylko kwestia uświadomienia sobie pewnej rzeczy. Bo przecież ja nie widzę tego obrazu, który widzą widzowie. Ja tylko czuję obecność kamery i Patrycji, która robi te zbliżenia i zdjęcia, ale to też tylko podczas pierwszych prób. W pewnym momencie wyłącza się całe myślenie i jakby nie zauważa się już kamery.

 

Ma Pani pokusę zobaczenia później nagrania ze spektaklu?

 

Ja należę do osób, które nie lubią oglądać tego, co zrobiły. Zresztą tak, jak większość aktorów.

 

Z czego to wynika?

 

Nie wiem. Być może ze strachu, że zobaczę to i powiem: „O, Jezus, Maria, co ja tam wyprawiam!”. Zawsze jest jakieś przekłamanie w relacji ze spektaklu teatralnego, jeśli nie jest to realizacja telewizyjna specjalnie robiona na kamerę.

 

Czy jest jeszcze jakieś wyzwanie dla aktorki z tak bogatym doświadczeniem? Chciałaby Pani zagrać jakąś szczególną rolę?

 

Nie mam takich marzeń. Ja mam jeszcze różne inne zajęcia w swoim życiu. Bardzo lubię aktorstwo, ale tak naprawdę dopiero w tej chwili, jeżeli mam być szczera, zaczynam rozumieć, o co chodzi, po trzydziestu paru latach pracy. Trudno to opisać, ale młodemu człowiekowi wydaje się, że on wie. Ja tego nie krytykuję, tylko jakby doświadczenia życiowe, pewnego typu przeżycia pozwalają z nich korzystać w pracy. Korzystam ze swoich doświadczeń życiowych nawet nieświadomie. Jakaś sytuacja życiowa robi na tzw. normalnym człowieku takie wrażenie, że do końca życia sobie to przypomina i to zostaje.

 

Co na przykład?

 

Na przykład śmierć rodziców.

 

Czy są to doświadczenia, które przekładają się później na pracę w teatrze?

 

Tak, dokładnie się przekładają. To jest niefajne, ale tak musi być. Po prostu. Nie da się tego zrzucić.

 

Gra Pani w Teatrze Nowym im. K. Dejmka w Łodzi już od wielu lat. Czy z tych wszystkich ról mogłaby Pani wybrać jedną, dwie, które najbardziej Panią rozwinęły?

 

Każda rola coś wnosi i coś rozwija w człowieku: mała, duża, niezależnie w jakim jest gatunku, w jakiej jest konwencji. Nie mam marzeń o tym, co jeszcze bym zagrała.

 

Jak Pani wspomina te role? Może Pani stwierdzić w czym dobrze zagrała?

 

Nie mogę tak powiedzieć, bo to nie wypada. Jestem dosyć skromną, zamkniętą, posłuszną i karną osobą, w związku z tym robię to, co mi każą. Czasami się tylko buntuję.

 

Jaki to rodzaj buntu?

 

Jak mi coś bardzo nie pasuje, co proponują mi twórcy spektaklu. Ale to nie z własnej głupoty, czy jak mi nie pasuje coś, bo brzydko wyglądam albo nie jestem ubrana w to, co trzeba. Nie chodzi o takie banalne sytuacje. Chodzi o to, żebym ja dobrze się czuła i miała pewnego typu prawdę w sobie, którą potem chcę przekazać.

 

Zdarzyło się Pani odrzucić jakąś rolę z tego względu?

 

Z tego względu nie, ale z innych tak, ale wolałabym o tym nie mówić, bo to były niefajne czasy tego teatru i nie chcę do tego wracać.

 

Teraz występuje Pani w spektaklu Wieczór Trzech Króli albo Co Chcecie w reż. Katarzyny Raduszyńskiej. Kim jest postać, którą Pani gra?

 

Po pierwsze, bardzo się zdziwiłam, kiedy dostałam propozycję zagrania tejże roli. Bo jest to rola, w której w normalnych realizacjach (nie mówię, że ta jest nienormalna, tylko jest w kompletnie innej konwencji) obsadza się kobiety trzydziestoparoletnie. Najwyżej czterdziestoparoletnie. A ja mam zdecydowanie więcej lat. Dlatego, kiedy zostałam zaproszona na pierwszą próbę, zaczęliśmy czytać tekst i pani reżyser powiedziała mi, co mam grać, stwierdziłam, że to pomyłka, bo ja jestem za stara do tej roli. Ale Kasia wytłumaczyła mi, jaka jest konwencja i jakoś przekonałam się do tego. Bo najgorsze jest to, jak stara aktorka udaje, że jest młodsza o dwadzieścia lat, a miałam obawy co do tego w tym przypadku. Mam nadzieję, że przełoży się na scenie, to wszystko o czym mówimy na próbach.  Gram postać starszej kobiety, która przeżyła swoje, jest bogata, może sobie kupić właściwie wszystko i wszystkich, zakochuje się w młodym człowieku i ponoszą ją emocje. Powiem brutalnie, to jest trochę tak, jak teraz, jak są kobiety, które są singlami i nie chcą się po różnych przejściach już wiązać, mówimy o takim singlu po dwóch rozwodach i stać je na to, żeby kupić sobie pięknego, młodego mężczyznę.

 

Czy ta rola Panią satysfakcjonuje?

 

To jest bardzo ciekawe wyzwanie. Jeżeli uda mi się zrobić to, o co chodziło Kasi, to ja będę również usatysfakcjonowana.

 

Jest to postać współczesna?

 

Trudno powiedzieć. Mam współczesny kostium, żadnego grania koturnowego. Raczej to wszystko skierowane jest na drogę prawdy i naturalności, a konwencja tego spektaklu jest taka, że niczego nie gramy, po prostu jesteśmy. Nie jesteśmy postaciami tylko gramy to, jacy jesteśmy. Nie jest to tak, że gramy siebie, ale nie gramy również postaci. Gram to, co ja bym zrobiła, gdybym była, jak ta postać. Bardzo trudno to wytłumaczyć, bo wiele elementów się na to składa, ale jest to naprawdę bardzo ciekawa propozycja, a czy się uda czy nie, to zobaczymy.

 

Jakie są te zajęcia, które absorbują Panią poza aktorstwem?

 

Gotowanie. Mam męża, który m.in. tym zajmuje się i w związku z tym wspólnie gotujemy. Zastanawiamy się nad tym, co zrobić, co ugotować, a potem mój małżonek to opisuje i wydaje książki. Ostatnia książka, która nosi tytuł Kuchnia żydowska Balbiny Przepiórko, opisuje zwyczaje judaistyczne i produkty, których używa się w kuchni żydowskiej i to jest poparte przepisami, które były wymyślane przez nas na bazie tych produktów i myślenia o kuchni.

 

Jak przebiegały przygotowania do wydania książki?

 

Dania gotowaliśmy, eksperymentując. Potem był bankiet i goście próbowali. Jeżeli było świetne, można było zapisać.

 

Skąd się biorą pomysły na nowe potrawy? Pani jest inspiracją?

 

Nie, broń Boże! Ja jestem tylko pomocą, ale gotowanie to moje ulubione zajęcie. Poza aktorstwem oczywiście. Ale aktorstwo jest pracą, a gotowanie przyjemnością.

 

A co by Pani teraz zjadła?

 

Tatara (śmiech). Bardzo lubię surowe mięso. Ale człowiek nie powinien się teraz przyznawać, że lubi futra i surowe mięso. To nie jest w tej chwili modne. Choć futer akurat nie noszę.

 

Podstrona aktorki