o teatrze

Joanna Król

sylwetka kwietnia 2015

Joanna Król 

 

Aktor jest po to, by współtworzyć, a nie odtwarzać. Zadawać pytania i spierać się. Myśleć.

 

 

Teatr to ...nie jest ani salon, ani przystań dla statków. Teatr jest najważniejszą rzeczą na świecie, gdyż tam pokazuje się ludziom jakimi mogliby być, jakimi pragnęliby być – choć nie mają na to odwagi. I jakimi są – tak mówi Emma w Muminkach

 

Jestem w Nowym po raz drugi. Debiutowałam tu za Mikołaja Grabowskiego w spektaklu Beztlenowce w reżyserii Łukasza Kosa. A potem do teatru wtargnęła polityka i wszystko co dobre, źle się skończyło. Teraz moja przygoda pisze się od nowa.

 

Aktor jest po to, by współtworzyć, a nie odtwarzać. Zadawać pytania i spierać się. Myśleć.

 

Gdybym nie była aktorką… W chwilach, kiedy nie jestem aktorką, piszę reportaże. Kilka lat temu skończyłam podyplomowe studia dziennikarskie na UW, od tego czasu współpracuję z miesięcznikiem „Zwierciadło”. Słucham niezwykłych historii i je zapisuję.

 

Mój pierwszy raz na scenie: tak zwane imieniny u cioci: ja gram na pianinie, śpiewam, recytuję. Nie do powtórzenia.

 

Ze szkoły pamiętam wszystko. To były cudowne lata. Prawdę powiedziawszy dużo więcej nauczyło mnie życie po szkole, ale takich ludzi nie poznałam już nigdzie. Takiego czasu beztroski nigdy już nie doświadczyłam. „Nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna” – jak śpiewa Bogusław Linda:)

 

Największy sukces nie jest związany z moją pracą. Na szczęście.

 

Rola marzeń... Zagrałabym chętnie w takim filmie jak Monster.  Polskim, zrobionym w naszych realiach.

Może to być produkcja niskobudżetowa ;)

 

Moja ulubiona kwestia: Jak to jest proszę państwa, że nic się nie dzieje, a wszystko się zdarza. / Miłość na Krymie Sławomir Mrożek.

 

Inspiracji szukam… Nie szukam – same się znajdują. To może być kawałek melodii, artykuł w gazecie, fotografia albo podpatrzona w autobusie sytuacja.

 

Moim mistrzem jest… W szkole było to małżeństwo profesorskie: Zofia Petri i Michał Pawlicki, ludzie-legendy. Od nich nauczyłam się najwięcej. Po szkole miałam szczęście pracować z tak różnymi twórcami, że z  każdego spotkania biorę coś dla siebie. Oprócz tego oglądam wspaniałe role innych aktorów (niektórzy z nich są młodsi ode mnie!) i marzę, że kiedyś też tak zagram.

 

Lubię, kiedy widz nie pozostaje obojętny.

 

Największy koszmar związany ze sceną już mi się spełnił: straciłam głos w dniu premiery Kobro. Gdyby nie inhalacja sterydowa, nie wypowiedziałabym ani słowa. Nikomu nie polecam.

 

Aktorstwo nie jest dla mnie misją. Ale bez pasji w tym zawodzie się nie da.

 

Kiedy schodzę ze sceny, lubię sobie zapalić papierosa z kolegami z obsady i jeszcze chwilę pogadać, żeby zeszło napięcie po spektaklu.

 

Kiedy nie gram, jest mi źle.

 

Tremę mam zawsze. Motywującą.

 

Teraz pracuję nad spektaklem, który wyreżyseruje Marcin Liber w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Punktem wyjścia są książki Grażyny Jagielskiej o jej doświadczeniach ze stresem bojowym, ale dokąd nas ta podróż zaprowadzi, tego sami jeszcze nie wiemy. Premiera 16 maja.

 

W domu jest baza.

 

Podstrona aktorki.